Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 22 listopada 2010

OVERLOAD- nie słyszałeś o nich? Pora to nadrobić!




Overload to młodziutki warszawski zespół grający heavy metal. O sobie piszą:

" OVERLOAD Jest kapelą powstałą pod koniec 2010 roku z inicjatywy Gustawa Więckowskiego i Marcina Ścierańskiego zafascynowanych muzyką takich zespołów jak Black Label Society, Pantera , Hellyeah czy także Slipknot, Disturbed, Kyuss

Niedługo później dołączył do nich basista Piotr Mańkowski w którego grze słychać wpływy takich kapel jak Trivium, Pantera, Lamb of God czy Metallica

Razem zabrali się do tworzenia Heavy Metalowej mieszanki swojej muzyki stawiając przede wszystkim na chwytliwość riffów, moc w brzmieniu i uczucie w całej grze"

Chłopaki zapowiadają, że wchodzą do studia w grudniu lub styczniu. Są gotowi na to aby zawładnąć słuchaczami i muzyczną sceną metalową.
Sama z niecierpliwością czekam na ich demo, bo słuchając ich wyczynów na próbach dostaję gęsiej skórki a stopa sama szaleje wystukując rytm.
Zapraszam do śledzenia ich poczynań bo warto!


niedziela, 14 listopada 2010

Kosmiczne brzmienia



13 listopada w warszawskiej Progresji, odbył się koncert instrumentalnego zespołu, Tides From Nebula. Przed ich występem, rozmawiałam z gitarzystą "cebuli" Adamem Waleszyńskim.


Muzloibra: Po raz pierwszy usłyszałam Was w pruszkowskim MOK’u. Zagraliście po występach amatorskich zespołów i wow! Nagle każdy przestał rozmawiać, wszyscy usiedli na podłodze i zaczęli Was słuchać. Jak Wam się udaje w sekundę tak oczarować publiczność? Co składa się na taki sukces?
Adam Waleszyński: Po pierwsze nie wiem czy można nazwać to sukcesem. To znaczy, można, bo to jest dla nas osobisty, życiowy sukces, że ludzie przychodzą na nasze koncerty i słuchają naszej muzyki. Jeśli chodzi o muzykę, to jak się podoba to super! To jest niesamowite. To jest tak, że czujemy to co robimy i jest to bardzo szczere i zawsze jak gramy to są to szczere emocje, które są przez nas wyzwalane i te same szczere emocje wyzwalamy bezpośrednio w naszej muzyce. Ale to czy nam się udaje, to nie wiem, ale dzięki.
Muzolibra: Okładka waszej płyty” Aura”, jest pięknym projektem. Kto stoi za jej wykonaniem? Jakie niesie przesłanie?
Adam Waleszyński: Jako muzyka instrumentalna, szczególnego przesłania nie ma. Jedyne co my chcemy przesłać, to emocje. Chcieliśmy zawrzeć dużo emocji w okładce. Stworzył ją Helder Pedro, portugalski grafik i artysta, młody chłopak, który robi także okładki dla wielu innych zespołów z podobnych gatunków muzycznych, np. dla God Is An Astronaut, czy dla Jakob z Nowej Zelandii. Spodobały nam się jego prace, napisaliśmy do niego maila i tak się nawiązała współpraca.
Muzolibra: Będziecie chcieli jeszcze współpracować z tym artystą?
Adam Waleszyński: Jeśli chodzi o teraz, to już jakąś tam współprace prowadzimy ale jeszcze się nie zdecydowaliśmy czy to on będzie odpowiedzialny za okładkę do drugiego albumu.
Muzolibra: Jeśli chodzi o drugi album, czy uchylisz rąbka tajemnicy i powiesz coś o nim?
Adam Waleszyński: Nie. Jedyne co mogę powiedzieć to jest to to, że płyta jest już nagrana, jest już po masteringu, jest już gotowa, od trzech miesięcy mamy ją w rękach i jesteśmy bardzo zadowoleni z efektu końcowego. I mogę jeszcze powiedzieć tyle, że płyta różni się od poprzedniej.
Muzolibra: Czyli będą niespodzianki?
Adam Waleszyński: Znaczy, czujemy że zrobiliśmy krok w przód. Nie zostaliśmy w miejscu, płyta jest bardziej przemyślana muzycznie, czujemy, że rozwinęliśmy się muzycznie jako zespół.
Muzolibra: Powoli wymykacie się poza Polskę, zagraliście sporo koncertów za granicą, a 16 listopada ruszacie w trasę europejską.
Adam Waleszyński: Dokładnie, wyruszamy na dwadzieścia kilka koncertów, cały miesiąc, 26 dni nie będzie nas w kraju. Jedziemy południem europy przez Włochy, do Portugalii i wracamy przez północną Europę przez Beneluks. Nie zahaczamy jedynie o wyspy i Skandynawię.
Muzolibra: Czy czujecie, że możecie zaistnieć i zrobić karierę poza Polską? Z muzyką instrumentalną jest łatwiej.
Adam Waleszyński: Tak, jest łatwiej, ponieważ nie ma wokalisty, który śpiewa po angielsku i ma słaby akcent i nie ma wokalisty, który śpiewa po polsku, więc jest łatwiej. Lepiej jest odebrać taką muzykę kiedy przekazujemy emocje, o których wspominałem, w samych dźwiękach.
Muzolibra: Nie mieliście nigdy ochoty aby wokal zabrzmiał w waszym zespole?
Adam Waleszyński: Mieliśmy. Jak założyliśmy zespół, przez parę miesięcy szukaliśmy wokalisty. Ale taki się nie znalazł. Przychodzili wokaliści, którzy oczywiście mieli doskonałe umiejętności, tylko że my się we czterech już doskonale rozumiemy i to jest taki można powiedzieć silny organizm. Jesteśmy czwórką przyjaciół, którzy absolutnie się rozumieją we wszystkim. My gramy we czterech i nagle przychodzi ktoś piąty, więc czuć było ten dystans. Stwierdziliśmy, że nie, chcemy iść do przodu, nie mogliśmy znaleźć nikogo odpowiedniego, zarówno pod względem wokalnym jak i pod względem osobistym. Nie to, że nie lubiliśmy tych ludzi, po prostu wiedzieliśmy, że między nami to jest to! No i tak poszło i myślę, że to działa.
Muzolibra: Jeśli jednak, któregoś razu będziecie mieli ochotę, żeby wokal się pojawił w waszym zespole, to z jakim piosenkarzem albo piosenkarką, chcielibyście współpracować?
Adam Waleszyński: Myślę, że każdy z nas wskazałby kogoś innego, każdy z nas ma swoich ulubionych wokalistów, których prawdopodobnie chciałby zaprosić. Jednak wiem, że kiedy jakiś wokalista pojawiłby się w naszym zespole, to nie gralibyśmy już jako Tides From Nebula, tylko byłby to inny zespół. Gralibyśmy w tym samym składzie, ale prawdopodobnie zmieniło by to podejście do granej muzyki, to jest zupełnie inny styl pracy. Każdy z nas grał już w zespołach, w których byli wokaliści. To jest zupełnie inna nauka jazdy.
Muzolibra: Tides From Nebula. Dosyć chwytliwa i oryginalna nazwa. Jak ona powstała?
Adam Waleszyński: Nasz basista, Przemek, siedział na wykładzie, nudnym wykładzie na uczelni i wymyślił Tides From, a nasz przyjaciel Maciet, który jeździ z nami w trasy i prowadzi tak jakby sklepik, wymyślił Nebula. Szukaliśmy nazwy, która pasowała by do muzyki, a jako że inspirowaliśmy się na pierwszej płycie i nadal się inspirujemy zjawiskami naturalnymi, środowiskiem, kosmosem, galaktyką i te dźwięki jakoby kojarzyły nam się z kosmicznymi dźwiękami, to tak zostało.
Muzolibra: Na stronie internetowej Progresji, jesteście opisani jako cebula. O co chodzi? Nebula- cebula?
Adam Waleszyński: Tak, tak, dokładnie chodzi o rym. Nawet na swoim sprzęcie mamy szablon wymalowany cebulek, żeby było wiadomo, że jest nasz. Jak się gdzieś gra koncerty i jest dużo kapel i stoi nieoznakowany sprzęt, to ktoś może się pomylić i zabrać. Mamy cebulki na sprzęcie, trzy litery TFN aby była pewność, że to my(śmiech).
Muzolibra: Jesteście bardzo młodym zespołem a z dnia na dzień liczba waszych sukcesów rośnie. Skąd w Was taka determinacja i chęć do progresu?
Adam Waleszyński: To jest właśnie to, że się rozumiemy. Jak coś robimy to po prostu trzeba robić to perfekcyjnie. Widząc, że nie dość, że muzyka nas kręci to idzie nam to coraz lepiej, to stwierdziliśmy, że po co marnować szansę. Jeśli szansa puka do nas do drzwi, za przeproszeniem, gryzie nas w tyłek, no to trudno nie odwrócić się i nie ugryźć tej szansy również, to było by głupotą. Rozwijamy się, pracujemy tak ciężko jak możemy, wkładamy w to całe serce , cały wolny czas.
Muzolibra: Jakie zespoły miały wpływ na brzmienie waszej muzyki?
Adam Waleszyński: Mamy zespoły, które słuchamy, nasze ulubione, które wszyscy lubimy. Ale każdy z nas ma swoje ukochane zespoły, takie, których nie słucha żaden z nas z pozostałych, w sensie ja np. uwielbiam kapelę Dredg, uwielbiam ekstremalną muzykę, matematyczno- hardcorową typu The Dillinger Escape Plan, nasz perkusista lubi Pendulum czy Faith No More, nasz basista słucha na co dzień ambientu, instrumentalnej muzyki totalnie minimalistycznej, a nasz gitarzysta Maciek lubi muzykę progresywną. Jednak są zespoły, które wszyscy uwielbiamy. Są to tzw. klasyki gatunku Isis, Pelikan, Tool, Dredg. Każdy z nas ma jakby jeden wspólny worek zespołów, którymi się inspirujemy. Wiadomo, że nie staramy się jakoś kopiować bo to nie o to chodzi, jednak jak jest coś fenomenalnego to trudno nie zwrócić na to uwagi.
Muzolibra: Nie było przez to zgrzytów w waszym zespole?
Adam Waleszyński: Nie, nigdy.
Muzolibra: Czyli jak jeden brat dogadujecie się w kwestiach muzyki?
Adam Waleszyński: To znaczy, wiadomo, że czasami w kwestiach muzycznych coś się nie podoba ale wtedy siedzimy i pracujemy jeszcze ciężej. Nigdy nie jest tak, że jeden się uprze i to musi tak być i koniec. Nie. Jeśli chodzi o robienie muzyki to staramy się aby była u nas demokracja, to musi się spodobać każdemu. Zwykle jest to tak, że ok., jeśli każdy ma ciary jak gramy, po plecach przechodzą to znaczy, że jest dobrze. Czasami, żeby do tego dojść, było tak, że siedzieliśmy 2 czy 3 miesiące nad fragmentem małego utworu. Czasami bywało tak, że utwór powstawał w czasie jednej próby. Takim utworem jest kawałek z pierwszej płyty It Takes More Than One Kind Of Telescope To See The Light, on powstał w trzy godziny. Wiedzieliśmy, że jest szybko, że jest dynamicznie, że jest bardzo dużo przestrzeni i poszło.
Muzolibra: Mieliście czasem momenty zwątpienia, żeby rzucić to wszystko i powiedzieć, nie to się nie uda!
Adam Waleszyński: Nie, nigdy.
Muzolibra: Co nowy rok przyniesie waszemu zespołowi?
Adam Waleszyński: Nowy rok przyniesie prawdopodobnie promocję nowej płyty, kolejne trasy koncertowe i jeszcze więcej ciężkiej pracy.

wtorek, 9 listopada 2010

Młodzi, ambitni!

*
06.11.2010r. w warszawskiej Stodole, odbył się koncert cenionego od lat zespołu Acid Drinkers. Panowie promowali swoją nową płytę, zahaczając o stolicę w ramach trasy My Name is Dick. Fish Dick. Tour 2010 – 2011.
Przed nimi zagrała młoda kapela, Mouga. Zespół tworzy czterech Panów: Konyu(wokal+gitara), Stepol(perkusja), Dywan(gitara basowa) i Bażant(gitara). Przed ich porywającym i energetycznym koncertem, miałam przyjemność rozmawiać ze Stepolem i Dywanem. Rozmowa odbyła się w bardzo sympatycznej i przyjemnej atmosferze.



Muzolibra
: Wasz muzyka oceniana jest jako hardcore, post hardcore. Czy utożsamiacie się z tym gatunkiem? Co i kto miał wpływ na waszą muzykę?
Stepol: Na pewno utożsamiamy się z tymi gatunkami, ale w zamierzeniu nie chcieliśmy się ograniczać tylko na mocnym graniu, co z resztą słychać na płycie. Pomijając balladę, ten akustyczny numer I Can Hold. Tak więc są tam jakieś momenty jazzowe, latino. Chcieliśmy aby naszej muzyki nie było łatwo sklasyfikować. Na pewno jest tam dużo nurtu hardcorowego ale są też zupełnie inne rodzaje muzyki.
Dywan: Poza tym kochamy melodię i uważamy, że jest ona bardzo ważna. Ktoś kto potrafi zagrać dobrą melodię nie musi grać ciężko, nie musi grać w pewnym schemacie, gdzie czasem ludzie wręcz wymagają od zespołu, żeby szedł jakimś schematem, że to musi być grane ciężko, musi być technicznie, dziękuję, do widzenia. My nie wyznajemy takiej zasady, melodia jest u nas podstawą. Często dzięki temu utożsamiają nas też z nurtem emo. My się tego nie wstydzimy, ponieważ, klasyfikujemy i definiujemy go zupełnie inaczej niż robią to Polacy.
Muzolibra: Tak naprawdę emo wywodzi się z hardcoru...
Stepol: Emo jest negatywnie odbierane u nas w kraju, a przecież jest strasznie dużo zajebistych kapel grających taką muzykę. Nie mówimy tu o My Chemical Romance czy innych typowo popowych zespołach, ale takich bardziej undergroundowych takich jak Strata. Zespołach, których u nas w kraju niewiele osób wie i przez to klasyfikują nurt emo, patrząc i myśląc przez pryzmat tych kapel typowo popowych, które widać np. w MTV.
Dywan: Większość ludzi postrzega nurt emo przez to, że media bardzo mocno zrobiły z tego taką kolorową papkę i to jest najgorsze.
Muzolibra: W jakich kawałkach lepiej się czujecie, w spokojnych balladach czy w bardziej charyzmatycznych i melodyjnych utworach?
Dywan: To jest różnie, dlatego że kiedy zagramy dobrą melodię i czujemy ją i stworzyliśmy ją od siebie, to jest to bez różnicy. Czy gramy ciężki utwór czy gramy melodyjny utwór, jeżeli jest to dobre i dobrze się w tym czujemy, to nie ma to większego znaczenia.
Muzolibra: Macie już za sobą nagraną debiutancką płytę, zagraliście już dużo koncertów a wiele jest przed Wami, między innymi pod skrzydłami Panów z Acid Drinkers. Czy czujecie, że zaczyna dziać się coś fajnego?
Stepol: Na pewno czujemy, że idziemy do przodu, ale jak to miało już miejsce w kilku innych wywiadach wcześniejszych, dziennikarze to z reguły osoby, które znają się na rzeczy i wiedzą, że taka muzyka, którą my gramy dopiero raczkuje w naszym kraju i nie ma na nią dość dużego popytu. Można więc powiedzieć, że poniekąd przecieramy szlak dla takiej muzyki. Jest kilka kapel, które grały wcześniej podobną muzykę, ale zauważamy teraz, w obecnym 2010 roku, że taka nowoczesna muzyka, którą my gramy zaczyna mieć coraz większą popularność u nas. Jednak nie jest to jeszcze ten mainstream, tak jak powiedzmy muzyka typowo death metalowa. Mamy trochę trudniej i trasa z Acid Drinkers, pozwala nam na to, że na tym koncercie usłyszy nas o wiele więcej osób. Domyślamy się, że nie przekonamy wszystkich do tego co gramy, ale to nie jest dla nas ważne. Najważniejsze jest to aby usłyszało nas jak najwięcej osób.
Dywan: Poza tym już na samej stronie http://www.metal-core.com/pl.html , już idzie zobaczyć, są informacje, że rodzi się coraz więcej zespołów z tego nurtu. Ostatnio powstał nowy zespół, nie znam nazwy, ale jest z Bielska Białej i są też mocno osadzeni w podobnych klimatach co nasza kapela.
Stepol: Tych kapel jest dużo, my poniekąd wpisujemy się w metalcore, ale nie do końca, ponieważ my bardziej stawiamy na melodie wokalną. Wiemy o tym, że nasz wokalista potrafi śpiewać, nie tylko wydzierać się, dlatego wykorzystujemy to jak tylko możemy, mieszając wokal mocny, krzyczący ze śpiewem.
Dywan: Jeżeli za rok zrobimy ten sam wywiad, o ile go zrobimy, to myślę, że tych zespołów będzie więcej i będzie na nie większy popyt.
Muzolibra: Miejmy nadzieję, bo na razie to wszystko zamknięte jest w undergroundzie.
Stepol: Powiedzmy szczerze, mamy ciężko i gdyby nie trasa z Acid Drinkers, to powiem szczerze, że nie chcielibyśmy grać w Polsce więcej koncertów, bo jak na zespół grający od pięciu lat, zagraliśmy na razie ok. 200 koncertów, z czego dwa pierwsze lata było to takie docieranie się, czyli nie zagraliśmy praktycznie nic. Więc można powiedzieć, że w ciągu trzech lat zagraliśmy ok. 200 koncertów. W tym roku było to ok. 70, powiedzmy. No i ok., strasznie dbamy o promocję medialną , na tyle na ile portale i stacje radiowe nam pozwalają, gramy koncerty ale nie jest tak jak byśmy tego oczekiwali. Zdajemy sobie sprawę z tego, że będzie nam ciężko z taką muzą w tym kraju. Wiele kapel zrobiło karierę za granicą, dajmy na to Riverside, Behemoth. Wydaje mi się, że powinniśmy pójść też tą drogą. Zapewne kiedy skończymy trasę z Acidami to zamkniemy się w studiu aby nagrać jak najszybciej następną płytę, bo już mamy większość materiału. Myślę, że do połowy przyszłego roku już się pokaże i będziemy stawiać bardziej na koncertowanie za granicą, nawet jeśli ma to się przełożyć na ilość tych koncertów. Nawet jak mamy zagrać ich mniej, to chcemy zobaczyć jak to wygląda z tej drugiej strony. Mieliśmy już tam jakieś doświadczenie, mieliśmy już mini trasę w Austrii i frekwencyjnie wyglądało to zupełnie lepiej niż u nas.
Muzolibra: Tak, wasza muzyka i teledyski są na bardzo dobrym, światowym poziomie. Czy mieliście tą świadomość, że da to kiedyś tak świetny efekt?
Stepol: Ten materiał, który był na tej płycie, jest zamknięciem jakiegoś tam pierwszego okresu. Zawsze się mówi o zespołach po pierwszej płycie, że nagrywa się tą płytę całe życie. Mogę się z tym zgodzi, że na pewno tak jest, ale nie do końca, ponieważ dużą część tego materiału stworzyliśmy przez dwa miesiące. Powiedzmy połowę całej płyty. Reszta to utwory, które powstały w przeciągu roku czy półtora roku i to jest już w sumie stary materiał i patrzymy na to już pod innym kontem, bo utwory, które już teraz tworzymy, bardziej nam się podobają. To jest naturalna kolej rzeczy, nie chcemy powiedzieć, że ok, osiągnęliśmy coś niewyobrażalnego dla nas jakieś tam dwa, trzy lata temu, nagraliśmy płytę, która powiedzmy brzmi jak na światowym poziomie, mamy teledyski za, które nie musimy się wstydzić ale wiemy, że jeszcze wiele rzeczy możemy poprawić. Póki będziemy mieli takie myślenie, myślę, że nasza muzyka będzie coraz lepsza, teledyski będą coraz lepsze, bo kto się nie rozwija ten się cofa.
Dywan: Jesteśmy już bardziej doświadczonymi muzykami niż na pierwszej płycie, nasz materiał, jak już Sebastian wspominał, na starej płycie jest już starym materiałem, więc teraz po prostu nagrywając idziemy trochę w innym kierunku. Jest mocniej, jest bardziej rytmicznie, wszystko jest poprzestawiane, tak więc sam jestem ciekaw jak będzie wyglądała nowa płyta.
Stepol: Dzisiaj będziemy grać dwa kawałki, które na 99% wejdą na tą płytę.
Muzolibra: Któregoś razu spotkało się czterech facetów i postanowiło założyć zespół. Jak wyglądały początki Mougi?
Dywan: Początek wyglądał w ten sposób. Spotkaliśmy się i powiedzieliśmy sobie szczerze- Panowie, albo robimy wszystko aby ten zespół istniał, nagrywamy płytę aby zostać gwiazdami, oczywiście w cudzysłowie, albo po prostu nie ma sensu się w to bawić. Albo dopasowujemy studia, pracę i po prostu to jest nasze życie, bo jeżeli będziemy robić tak jak to robi większość zespołów młodych, na zasadzie zabawy, czy gdzieniegdzie licząc na jakiś sukces to jesteśmy spaleni. I tak jak powiedzieliśmy tak też zrobiliśmy, czyli nasze całe życie, te pięć lat, studia dopasowane pod próby, praca dopasowana pod zespół, wszystko jest realizowane pod zespół. Mocno pracujemy na próbach, teoretycznie nie mamy życia prywatnego, bo ciągle pracujemy nad zespołem. Są tego efekty, fakt, w ciągu tych pięciu lat zrobiliśmy duży krok, promocja zespołu, nagranie płyty i szkoda, bo można, to jest Polska tu jest ciężko, ale młode zespoły tego nie rozumieją. Na początku dla nich liczy się dobra zabawa, grać koncerty, pić piwo, to jest extra. Ale jeśli zrobi się to na poważnie i znajdzie się odpowiednich ludzi, to jest się w stanie dużo zrobić i osiągnąć jakiś poziom.
Muzolibra: Wygraliście już parę festiwali np. Rock’n’ Roll Festiwal, jego III edycję. Czy macie w planach podbicie następnych festiwali?
Stepol: To już raczej odpada, ponieważ po nagraniu płyty większość festiwali ma coś takiego, że po prostu ogranicza zespoły, które już nagrały płytę i raczej nie podejrzewam, żebyśmy gdziekolwiek występowali na konkursowych festiwalach. Jeżeli już to jako jeden zespół z wielu, które występują.
Muzolibra: Czy oprócz muzyki macie jakieś inne ciekawe zajęcia, interesujące hobby, czy skupiacie się tylko na muzyce?
Stepol: Mamy! Ja z Dywanem od dziecka jesteśmy zafascynowani komiksami i rysowaliśmy bardzo dużo, to kiedyś było nasze całe życie póki nie pojawiło się granie. Do tej pory coś tworzymy, jakieś historyjki, o ile nam czas pozwala. Dalej się tym zajmujemy i jaramy.
Dywan: Ale że co, że marihuanę? (śmiech)
Stepol: (śmiech) Jaramy się komiksami!
Dywan: Można zobaczyć nasze nowe koszulki, które zaprojektował Sebastian.
Muzolibra: Dokładnie, przeglądałam ostatnio waszego Facebook’ a i widziałam projekt oryginalnych koszulek, z facetem, który trzyma swoją zakrwawioną głowę pod pachą. O co w niej chodziło?
Stepol: Tej koszulki na razie nie ma, ale będzie wkrótce.
Dywan: Robimy tak jak robią to zagraniczne zespoły, grafika jest taka, że każdy może ją ubrać, czy to osoba słuchająca Mougi, czy ktoś kto słucha techno, czy ktoś inny, to ma być taki wzór, który może nosić każdy i nie będzie się tego wstydził. Ma być to młodzieżowe , ma to się rzucać w oczy i Sebastian dokonał tego, za co jesteśmy mu bardzo wdzięczni.
Stepol: To są stare projekty, teraz mam dużo więcej, to była moja pierwsza koszulka, na którą zrobiłem projekt a teraz coraz więcej nad tym siedzę i następne rzeczy będą o wiele lepsze.
Muzolibra: Czyli niebawem będą nowe koszulki, można liczyć też na inne gadżety?
Stepol: Na pewno, jeżeli chodzi o koszulki to nie tylko projektuję dla Mougi ale też dla innych zespołów.
Dywan: I niedługo otworzymy Mouga SA rzucimy wszystko i zaczniemy interesować się modą (śmiech) .
Muzolibra: W takim razie dziękuję Wam bardzo za rozmowę i życzę Wam samych sukcesów!

*fot. J. Malik

wtorek, 2 listopada 2010

„Diabeł musi być”

*
Rozmowa z Michałem Jelonkiem przed koncertem w warszawskiej Stodole, 23 października.

Muzolibra: Co było pierwszym bodźcem , który zadecydował o nagraniu solowego projektu?
Jelonek: To chyba dziwne głosy w głowie( śmiech). Po prostu grałem w wielu składach, zespołach i już od dłuższego czasu, od dobrych kilkudziesięciu lat ,prawie że, było wiele pomysłów niewykorzystanych, które się uzbierały, no i zaczęło mi tak tam z tyłu głowy kołatać, że można coś takiego zrobić samemu, żeby już tą tzw. demokrację zespołu nie nadwyrężać i zdecydować samemu od początku do końca co będzie i jak będzie grane. Chęci i plany może i były ale zawsze było coś ważniejszego. Płyty innych zespołów, gościnne czy współautorstwie. Zawsze ten projekt był odsuwany.
M: Solowa płyta nagrana jest w ciężkich rockowych klimatach. Czy na nowej płycie będzie coś zaskakującego, może klasyka?
J: Nie wiem, nie wiem. Jeżeli ma być coś zaskakującego to na pewno nic nie powiem.
M: Kiedy można spodziewać się następnego krążka? Fani są na pewno zniecierpliwieni.
J: Planuję zimą lub wczesną wiosną wejść do studia, dlatego, że tu jest kilka rzeczy, które muszą się zgrać by zacząć nagrywać. Muszą być wolne terminy, studio, odpowiedni ludzie, których chcę zaprosić do nagrania, więc to wszystko trzeba zsynchronizować i dlatego to wszystko przesuwa się w czasie.
M: Czy planuje Pan jakąś większą promocję za granicą, czy rodzima scena muzyczna w zupełności wystarczy?
J: Można planować, ale to wszystko wiąże się z pewnymi kosztami i obawiam się, że nie jestem w stanie tych planów zrealizować, bo życie zawsze to koryguje. Ale już na kilka festiwali mam zaproszenie poza granicami Polski. O tyle lepiej, że jest to muzyka instrumentalna, nie ma tej bariery językowej czy akcentowej i muzyka jest dość uniwersalnym językiem międzynarodowym. Mam nadzieję, że uda nam się pokazać w paru fajnych, ciekawych miejscach.
M: W wielu miejscach za granicą Pan już był.
J: Tak, z projektem jelonkowym i z różnymi składami, z ANKH’iem, z Hunterem i z innymi w wielu miejscach.
M: Koncerty z Hunterem, współpraca z orkiestrą, to dwie różne bajki. W której z nich lepiej Pan się odnajduje?
J: Z muzykami rockowymi czy z Hunterem, czy ze składem jelonkowym, jest trochę lżej, bo jest mniejsza dyscyplina. Jednak muzyka klasyczna wymaga większej koncentracji i dyscypliny, a to niestety nie pojawia się na scenie przy rockowej muzyce. Niestety, niestety, to też ma swój urok. Wykonywanie muzyki klasycznej daje satysfakcję. Czy w orkiestrze symfonicznej, czy w towarzystwie orkiestry solo, tylko że to jest większy stres i dochodzą większe wymogi.
M: Pański debiut spotkał się z bardzo dobrymi ocenami ze strony fanów jak i krytyków. Dostał Pan min. Złotego Bączka na Woodstocku. Czy myślał Pan, że spotka się z taką przychylnością po nagraniu krążka?
J: Miałem taką nadzieję, tak jak każdy muzyk. Tak jak wszyscy muzycy i twórcy mają nadzieję, że tworząc swoją muzykę, rzeźbę, obraz, chcą przynajmniej akceptacji odbiorcy. Dlatego to robimy, siedzi w nas niepokój, gdzieś w środku, który każe działać twórczo i uzewnętrznić to w różnej formie i każdy ma nadzieję, że ta akceptacja będzie dość szeroka. Nie ukrywam, że to było ogromną i miłą niespodzianką, że to był aż tak pozytywny odbiór.
M: Nagrywał Pan już z wieloma zespołami i artystami, takimi jak Mafia, Perfect, Closterkeller. Czy to była trudna współpraca, czy niosło to ze sobą miłe chwile?
J: Z każdym zespołem, z którym nagrywałem, czy z orkiestrą, zawsze jest to jakaś lekcja , czasami lekcja pokory i spore przeżycie. Często jest tak, że jestem wynajmowany jako muzyk sesyjny, czyli tak naprawdę nie spotykam się z gwiazdą czy główna postacią zespołu, tylko przychodzę do studia, nagrywam smyczki gdzie pokazują mi co i jak mam zagrać. Nawet nie ma tego kontaktu z artystą. Ale czasami jest bardzo fajnie, jest towarzysko i muzycznie. Jednak ostatnio jestem zapraszany jako gość na płytę, ale jednak wolę nagrywać smyczki, skrzypce do przeróżnej muzyki. Im bardziej jest to styl odległy dla mnie, tym bardziej mnie to kręci, bo jest to wyzwanie. I mimo, że często są na to narzucone jakieś formy stylistyczne, to i tak można pokazać siebie. To jest tak jak z muzyką klasyczną, że muzyk ma ograniczone pole manewru, żeby pokazać siebie, bo są konkretne nuty, konkretny opis dynamiki i trzeba naprawdę przemykać między nutami, żeby nagrać to idealnie dobrze, tak jak to pokazał kompozytor, a przy tym pokazać coś swojego. Czasami jest tak, że każda sekunda w studiu, każda minuta uczy słuchać s potem uczy grać.
M: Jest Pan dojrzałym i myślę, że spełnionym muzykiem...
J: Nie, nie jestem jeszcze spełniony i mam nadzieję, że długo jeszcze nie będę, bo w momencie kiedy człowiek czuje się spełnionym i mówi” tak to jest to co zawsze chciałem zrobić „ pojawia się pytanie, co dalej? Musi być kolejny stopień, bo wejdzie się na samą górę i stwierdzi się, że jestem z siebie zadowolony, może być niebezpieczne. W każdej dziedzinie, czy jest to muzyk, czy dziennikarz, czy ktoś jakiejkolwiek innej profesji, zadowolenie z samego siebie, czy tego co do tej pory się dokonało jest zgubne. No chyba, że ma się 80 lat, to wtedy jest ten moment, że można sobie podsumować i to usprawiedliwia.
M: Czy ma Pan jakieś złote zasady dla młodych muzyków, którzy muszą przebić się jeszcze przez ten gąszcz konkurencji?
J: Zależy co grają, bo np. jak gra się punka, to nie ma zasad, po prostu olewa się wszystkie autorytety, na tym polega cały urok i energia tego stylu. Gra się co się chce, im gorzej tym lepiej. Natomiast podejrzewam, że jak się gra jazz... chociaż fajnie jest tez mieć swojego idola. Idola to za mocno powiedziane, ale autorytet, który pokazuje niektóre rzeczy, nawet poza warsztatowe, jakieś wartości. Nie można stać w cieniu, nie można być w cieniu czyjejś doskonałości czy czyjś wzorów, bo potem nie będzie i czasu i siły by z niego wyjść. Bo jak się coś raz skopiuje, to potem ciężko jest się tego oduczyć. Trzeba szukać samego siebie. Ja zawsze mówię, że muzyk musi dużo słuchać a potem grać. Słuchać innych i siebie samego, na zasadzie swojego wewnętrznego głosu i intuicji. Tylko aby potrafić zagrać to co się wymyśli, to najpierw trzeba wypracować sobie warsztat, a to przy niektórych instrumentach jest bardzo wymagające, a przy niektórych mniej. Jednak i tak najważniejsze są charyzma i talent.
M: Skąd wziął się pomysł na teledysk do utworu BaRock i na samą nazwę. Jest to gra słów?
J: Sam utwór jest mieszaniną stylów, bo jest i harmonia barokowa, dialog między wiolonczelą a skrzypcami, to jest zaczerpnięte z tej epoki, a pod spodem gra sekcja rockowa. Tak się magicznie złożyło, że barok ma w swojej nazwie „rok”, to było trzeba to wykorzystać. Teledysk był konsekwencją, stroje barokowe a diabeł musi być.

* fot. Rafał Nowakowski