Szukaj na tym blogu

środa, 26 stycznia 2011

Męskie Granie- recenzja płyty




Podróże małe i duże po polskiej ziemi, w doborowym i wyśmienitym męskim towarzystwie, z muzyczną energią- tak można w skrócie opisać Męskie Granie. Testosteron, który wypełnia całą płytę, satysfakcjonuje i to jak!

Kiedy na jednej scenie spotkają się wybitni muzycy, którzy są cenieni przez szerokie grono słuchaczy, a ich dorobek muzyczny jest więcej niż imponujący, to nie ma mowy o tym, aby projekt nie stał się wielkim wydarzeniem i ucztą dla naszych uszu. Męskie Granie to zbiór dwóch krążków, na których goszczą tacy muzycy jak: Smolik, Abradab, Maleńczuk, Pogodno, Fisz Emade, formacja Kim Nowak, Dj Eprom, Waglewski, Oxy.Gen, Voo Voo, Jacaszek.
Mamy do czynienia z utworami, które zostały nagrane podczas całego cyklu imprezy. Płyta jest równa i nafaszerowana samymi perłami. Jest to krążek, dla wszystkich miłośników dobrej muzyki oraz pasjonatów polskich talentów. Ja rodzimą scenę muzyczną doceniam, dla tego też, z radością słuchałam kunsztu tych wspaniałych artystów. Projekt przynosi dumę, z tego powodu, że jest się świadomym, iż jest to nasze narodowe dobro. Nie chcę narzucać jakiś patriotycznych idei, jednak warto docenić moc i piękno, które drzemie w polskiej muzyce alternatywnej.
Jedyne co mnie rozczarowało, to dodatek, czyli płyta dvd. Jest to 40- minutowa relacja z koncertów, mini wywiady z twórcami Męskiego Grania i z zaangażowanymi muzykami, oraz opinie uczestników czy ujawnienie kulisów projektu. Jednak czy nie jest to za krótkie? Myślę, że można było dvd wzbogacić dłuższymi wywiadami, obszernymi nagraniami z koncertu i jeszcze szerszą opinią ludzi z zewnątrz. Może marudzę, ale właśnie tego mi zabrakło.
Męskie Granie dotychczas odwiedziło takie miasta jak np. Warszawa, Gdańsk czy Wrocław. Każdy koncert cieszył się ogromnym zainteresowaniem, a bilety sprzedawały się szybko, jak przysłowiowe ciepłe bułeczki. Projekt był skazany na sukces, bo kiedy robi się „zbieraninę” najlepszych, to musi to zaowocować czymś dobrym. Wielkim dokonaniem jest zdobycie Platynowej Płyty. Ludzie pokochali ten projekt i udowodnili, że ciągle potrzebują dobrej polskiej muzyki, a artyści świetnie wywiązują się z obowiązków ciesząc nas dojrzałą składanką.
Z niecierpliwością czekam na Męskie Granie 2011 i mam nadzieję, że dorówna temu z 2010 r. albo będzie jeszcze lepsze. Jeśli kochasz rodzimą muzykę, to zapraszam do odsłuchania !


Lista utworów: Męskie Granie
CD1:

SMOLIK „Attitude 1”
SMOLIK „50 trees”
ABRADAB „Liwing la wida zajebiste”
ABRADAB „Nieśmiertelność (muzyka daje)”
ABRADAB „Poprawny wokal”
MALEŃCZUK & WAGLEWSKI „Komu dzwonią”
MALEŃCZUK & WAGLEWSKI „Koledzy”
MALEŃCZUK & WAGLEWSKI„Praca na saksach”
MITCH & MITCH “Two Fingers Up And Walk”
POGODNO “Ale”
POGODNO “Magnes”
FISZ EMADE “Serce”
FISZ EMADE “Huragan” (Intro)
KIM NOWAK “Sierpień”
KIM NOWAK “Pistolet”

CD2:

DJ EPROM "Dreams of a miners happiness"
WAGLEWSKI FISZ EMADE „Dziób pingwina”
WAGLEWSKI FISZ EMADE “Dwa po dwa”
OXY.GEN "Banshee (Jesteś, żebym był…)”
OXY.GEN “Czemu gdy”
ABRADAB “Rapowe ziarno 2 (szyderap)”
ABRADAB „Rap to nie zabawa już”
VOO VOO „Wannolot”
VOO VOO “Nim stanie się tak jak gdyby nigdy nic nie było”
VOO VOO “Bo Bóg dokopie”
1VOO VOO “Puszcza”
VOO VOO “Wszyscy muzycy to wojownicy”
JACASZEK "Dance"
JACASZEK "Luna"


Recenzja należy do portalu MusicSerwis.com.pl
http://www.musicserwis.com.pl/index.php/recenzje-rock/1654-mskie-granie

piątek, 21 stycznia 2011

Queens Of The Stone Age - Songs For The Deaf recenzja płyty




Jeśli macie ochotę na dawkę porządnego rockowego grania, a znudziły się Wam kawałki, którymi zasypują Was stacje radiowe, sięgnijcie po płytę QOTSA. Poczujcie powiew prawdziwej muzyki.


Queens Of The Stone Age, to tzespół, który intrygował mnie przez długi czas. Jeszcze kilka lat temu mój kolega ciągle prześladował mnie, opowiadając o ich płytach, o dokonaniach Queens’ów i o tym jaka to wspaniała muzyka i ilu tam światowej rangi muzyków. Lekceważyłam to, posłuchałam trochę na ”odczep” i tyle. Niby muzyka była energetyczna i miała potencjał, ale od zawsze denerwowało mnie to, że ludzie robią dookoła czegoś szum, a wtedy każdy oszalał na punkcie tej kapeli. Ponad rok temu zobaczyłam w MTV, teledysk do ich piosenki "Sick Sick Sick". Przyznam, zrobił na mnie wrażenie, klip był mocny i a muzyka rewelacyjna. Często powracałam do tej piosenki , bo nie da się ukryć, jest świetna. Wiedziałam tylko tyle, że jest to już zupełnie inny skład, że nie ma już Dave’a Grohl’a i Nick’a Oliveri’ego. Poza tym byłam zielona i nie miałam pojęcia o ich muzyce i dokonaniach panów.

Ostatnio całkowicie przypadkiem, na biurku brata znalazłam ich krążek "Songs For The Deaf". Pomyślałam sobie, że co mi szkoda przesłuchać, może jednak ludzie i mój kolega mieli rację, że muzyka QOTSA jest świetna i warto się z nią zapoznać. Na pudełku wielkimi literami zostało wypisane, że płyta zawiera dwa hity "No One Knows" i "Go With The Flow". Oczywiście te kawałki poszły na pierwszy ogień.

"No One Knows", to piosenka, która urzekła mnie wspaniałym brzmieniem gitary i wokalem Josha. Kawałek jest utrzymany w rockowym, brudnym klimacie. Sekcja rytmiczna wykazała się równie wielkim doświadczeniem. Gitara basowa jak przystało na Oliveri’ego, czasem aż przebija się ponad inne instrumenty, już nie mówiąc o grze Grohla - każdy wie, że to mega talent.

"Go With The Flow", to klasyczny hit - świetny tekst, popisowa gra instrumentów, swobodny wokal, który bez ozdobników radzi sobie doskonale i pokazuje klasę oraz dobry teledysk.

“I want something good to die for
To make it beautiful to live
I want a new mistake, lose is more than hesitate.
Do you believe it in your head? “

Moim zdaniem ten kawałek jest najmocniejszym punktem płyty, nie dla tego, że jest tak przebojowy, ale pokazana jest tu cała energia kapeli i ich kunszt muzyczny a do tego świetna gra na klawiszach. Piosenka "Go With The Flow", stała się moim nałogiem który towarzyszy mi każdego dnia, od kiedy ją usłyszałam.

Cała płyta utrzymana jest w stoner rockowym klimacie, zmieszanym z hard rockiem. Jednak w niektórych piosenkach słychać, że maczał w nich place Grohl. Czemu? Dajmy na to "Gonna Leave You", ma w sobie dużo ze stylu Foo Fighters. Refren typowy dla tej kapeli, wokal mimo, że Josh’owy to i tak mamy wrażenie, że gdzieś go słyszeliśmy, gitarowe zagrywki i senny klimat w zwrotkach. No i piosenka "The Sky Is Falling", to już maximum Foo Fighters. Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale takie mam wrażenie i dam sobie palca uciąć( ręki nie, bo co jeśli się mylę?), że dużo tu wpływów Dave’a.

Mamy tu też trochę bluesowych klimatów Od razu można to usłyszeć w utworze "A Song For The Dead". Gitarowe przejścia i świetne solówki, które udzielają się najbardziej, plus tamburyno oraz zachrypnięty wokal.

Płyta jest bardzo dobrym projektem, na wysokim poziomie, który spodoba się nie tylko fanom ostrych i brudnych brzmień. Nawet fan czegoś lżejszego czy odmiennego, może wyjść poza ramy swoich ulubionych gatunków muzycznych i sięgnąć po "Songs For The Deaf". Ja to uczyniłam i się nie rozczarowałam, a wręcz bardzo miło zaskoczyłam, że coś co kiedyś odrzucałam, powaliło mnie na kolana i niemalże uzależniło od siebie.

QOTSA to projekt dojrzały z pomysłem na siebie. Nic dziwnego, że odnieśli taki sukces - w końcu to zbiegowisko doskonałych i profesjonalnych muzyków. Na tym krążku udziela się Dave Grohl, doskonale znany z Nirvany czy Foo Fighters, Josh Homme z Kyuss oraz Oliveri, przemycony również z tej kapeli, a także Mark Lanegan, który wspomaga krążek wokalnie. Sukces zespołu był pewien, przecież nie dla porażki zebrano tylu wyśmienitych artystów.

Trochę żałuję, że dopiero teraz zaraziłam się queensami ale lepiej późno niź wcale. Dzielnie nadrabiam zaległości i powoli zabieram się za przesłuchiwanie następnych utworów z innych płyt. Jeśli nie wierzycie mi na słowo, że płyta godna jest uwagi, przesłuchajcie chociaż jeden kawałek zespołu aby poczuć tą moc i power kapeli.

Moja ocena: 8,5/10

Tracklista:

01. You Think I Ain′t Worth A Dollar, But I Feel Like A Millionaire
02. No One Knows
03. First It Giveth
04. A Song For The Dead
05. The Sky Is Fallin′
06. Six Shooter
07. Hangin′ Tree
08. Go With The Flow
09. Gonna Leave You
10. Do It Again
11. God Is In The Radio
12. Another Love Song
13. A Song For The Deaf
14. Mosquito Song
15. The Real Song For The Deaf


Recenzja należy do portalu StacjaKultura.pl
http://stacjakultura.pl/7,38,17856,Queens_Of_The_Stone_Age_Songs_For_The_Deaf_recenzja_plyty,artykul.html

sobota, 1 stycznia 2011

Administratorr „Piosenki w kaftanie"


"Jam jest administrator, pan powierzchni wspólnych, władam tym co między podłogą a sufitem. Więc szanuj mnie, bo tylko ja drzwi ci otworzę, gdy na czworakach do domu swego wrócisz". Intro.

Administratorr to całkiem nowy projekt powstały w 2009 r. z inicjatywy Bartosza Marmola, który wcześniej grał w zespole Bajdegapke. Jego zamiarem, jak mniemam, było połączenia punkowych i buńczucznych tekstów z rockandrollowym i jazzowym brzmieniem. Wyszło garażowo i alternatywnie. W 2010 roku wytwórnia Jimmy Jazz Records wydała ich debiutancki krążek "Piosenki w kaftanie", a sam zespół wyruszył w trasę koncertową, by promować swój świeży materiał.

Owa płyta, pokazał mi , że pierwsze wrażenie może być bardzo mylne i krzywdzące. Zanim bowiem po nią sięgnęłam, weszłam na ich profil na Myspace i odsłuchałam piosenkę pod tytułem "Berliner". Pomyślałam: "Oho, następna Pidżama Porno zmieszana z Zabili Mi Żółwia, z Dezerterem no i wpływami ska". Tekst typowo buntowniczy, plus fascynacja niemieckim punkiem, z historycznym przekazem. Typowo punkowy schemat". Odniosłam wrażenie, że to już było, że jest to oklepane i kilka razy przeżute i wyplute do tej piosenki.

Aż w końcu zapoznałam się z całą płytą "Piosenki w kaftanie", choć i na tym etapie miałam obawy związane z kreatywnością kapeli. Bałam się, że wszystkie kawałki będą grane na przysłowiowe jedno kopyto, a pidżamowy styl ciągle będzie mnie prześladował. A jednak się pomyliłam. I to bardzo! Przy pierwszym przesłuchaniu płyty zwróciłam uwagę na energię kawałków. Czuć tu szaleństwo, ale rozsądne i umiejętnie oswojone. Słychać , że muzyka dla Panów nie jest pierwszyzną i wiedzą jak ją
tworzyć. W końcu, jak się okazuje, jest to skład doświadczonych i naprawdę dobrych muzyków. Jednak to tylko cząstka sukcesu płyty.

Mocną stroną "Piosenek w kaftanie" są teksty. Świetne, sprawnie napisane, zachęcają nas do własnych interpretacji. Ich autor, Bartosz Marmol, ma szczególną umiejętność pisania o rzeczach zwykłych, znanych nam już od dawna, w niebanalny sposób. Bawi się słowem i konwencją. Daje to ciekawy efekt, nie jest to miałkie i monotonne. Jedynie tekst do utworu "Szukaj mnie" należy do Edyty Geppert. Słyszeliśmy już setki piosenek o buncie, o znienawidzonym systemie i tak samo nielubianej polityce. To wszystko było, ale u Administratorra ma to świeżą formę. Tak więc chylę czoła przed Bartoszem Marmolem za pomysłowość i błyskotliwość.

Administratorr może pochwalić się również chwytliwymi i melodyjnymi brzmieniami. Jest na płycie kilka utworów, które moim zdaniem tworzą trzon i mocny punkt krążka. Piosenka "U Kopra Na Zabawie" to opowieść o typowej imprezie, a raczej o jej następstwach. Niby proste, ale jednak zaskakuje. Czym? Tym, że śpiewając o porannej pobudce i kacu gigancie, można znaleźć miejsce na sensowne i przenikliwe przemyślenia. Rozmyślania z punktu widzenia zapitego człowieka? Czemu nie? To też może mieć ręce i nogi. Plus proste, ale wdzięczne i sprawne brzmienie gitary elektrycznej i basowej. Świetne zgranie.

Inaczej jest z kawałkiem "Bezpłodny Bóg". Na początku powolne tempo instrumentów daje miejsce wokalowi, aby potem razem z nim się rozkręcić. Klimat piosenki i styl gry Administratorra w tej piosence ma nieco kultowskie zabarwienie.
W "Referacie Wilka" naprawdę ciekawie robi się od 1.20 minuty. Wyzwolona jest w tym fragmencie energia, która została zebrana z innych piosenek, tworząc apogeum rewelacyjnych brzmień. Najbardziej intrygujący kawałek całej płyty, bo mimo spokojnego początku, finisz jest godzien podziwu.

"Polityczna Zagłada" jest utworem promującym płytę. Pierwsza rzeczą, która zwróciła moją uwagę , jest idealne zgranie się gitary z perkusją. Żaden z tych instrumentów nie dominuje i nie zagłusza tego drugiego, co daje harmonię całości. Piosenka mimo przejmującego tekstu, jest jedną ze spokojniejszych na krążku.
"Szukaj Mnie" z repertuaru Edyty Gepert jest utworem zamykającym "Piosenki W Kaftanie". Od szalonego startu, do wyciszającej mety. Utwór jest ciekawie zaaranżowany w bluesowych klimatach.

Zespół ma w sobie potencjał i czuję, że jeśli się postarają, mają szansę wypłynąć na głębokie wody. Chciałabym usłyszeć kiedyś kilka kawałków Administratorra w radiu, albo w telewizji, mieć świadomość, że im się udało. Owszem, wydanie płyty, dobrej płyty, już jest sukcesem, ale trzeba wypchnąć z undergroundu coś wartościowego, zrobić miejsce na naszej rodzimej scenie muzycznej fajnym projektom.

Moja ocena to 3/5. Zastanawiałam się czy nie dodać jeszcze pół punktu, ale nie chcę, żeby Panowie obrośli w piórka, bo liczę, że następny krążek będzie jeszcze lepszy.


Recenzja należy do portalu RockMagazyn.pl
http://www.rockmagazyn.pl/recenzja/384,administratorr-piosenki-w-kaftanie.htm