Szukaj na tym blogu

sobota, 18 grudnia 2010

Sorry Boys - Hard Working Classes recenzja płyty




Ciężko pracujący polski talent. Recenzja albumu Sorry Boys "Hard Working Classes.

Mam w dłoni "Hard Working Classes". Jest w tekturowym opakowaniu, jak ostatnio prawie każda płyta. To dobry pomysł, bo wygląda to o niebo lepiej od tych klasycznych, plastikowych pudełek i jest przyjemne w dotyku. Na okładce widnieje piękne zdjęcie równie pięknej wokalistki Sorry Boys, Izy Komoszyńskiej. Wszystko w pastelowych ciepłych barwach, z nazwą zespołu i tytułem płyty, napisanymi drobną i ładnie prezentującą się czcionką. Po otwarciu spostrzegamy fotos jakiegoś muru/ płyty chodnikowej albo ściennej. W specjalnej zakładce pod, którą jest sprytnie schowane zdjęcie zespołu, znajduje się książeczka. Jest cudownie przyjemna w odbiorze. Pierwsza strona zawiera dwa teksty, a następna zdjęcie wokalistki i tak na zmianę. Teksty, zdjęcie członków zespołu. Fotosy zachwycają tak jak cała szata graficzna. Pierwsze wrażenie jest cudowne i jak na polską płytę, bardzo pozytywnie zaskakujące!

Jednak co dalej? Wkładam płytę do napędu i czekam ze zniecierpliwieniem na pierwsze brzmienia. Olśnienie! Pierwszym utworem jest piosenka tytułowa krążka. W moich uszach rozbrzmiewa nieziemski głos Izy i równie nieziemska gra instrumentów. Czuć prawdziwą harmonię i ład. Klimatyczna piosenka jednak nie na długo wprawia nas w rozmarzenie i senny stan. Tuż po niej jest kawałek "Salty River". Kipi od energii i wielkiej siły. "Salty River" jest potencjalnym kandydatem na wielki hit. Chwytliwe brzmienie gitary, wirtuozerskie zagrywki, lekkie orientalne wstawki i przyprawiający o ciarki głos, na długo pozostają w pamięci. Nie wspominając już o tekście, który moim zdaniem jest najpiękniejszym na całym krążku. Pomysłowy, poetycki, dobrze napisany i przemyślany.

Na trackliście roi się od hitów. Wspomniana już "Salty River", czy Chance, którą Sorry Boys wykonali w programie Kuby Wojewódzkiego, a także Cancer Sign Love i Caesar On Fire.

Co stoi za sukcesem płyty? Oryginalność zespołu, to po pierwsze. Nie potrafię zamknąć muzyki Sorry Boys w sztywnych ramach gatunkowych. Wiele osób pokusiłoby się o stwierdzenie, że jest to pop. Nie, ich twórczość jest zbyt ambitna na ten rodzaj. Może muzyka eksperymentalna? Sama nie wiem, jednak eksperymentują i to bardzo. Brzmienia są niespotykanie i niecodzienne. Wielką zaleta są muzycy: Tomasz Dąbrowski( gitara elektryczna i akustyczna), Piotr Blak( gitara elektryczna), oraz inni zaproszeni do projektu. Na płycie wykazują się ogromnym profesjonalizmem i doświadczeniem, widać, że gra sprawia im przyjemność i jest po prostu ich pasją. Słychać to bardzo bobrze, bo bez tych czynników nie grali by tak rewelacyjnie i płynnie. Wszystkie instrumenty współgrają ze sobą, tworząc imponującą całość. Jednak nie ma tu tylko klasycznych instrumentów jak gitara czy perkusja. To następny plus płyty. Do całości dochodzi keyboard, harmonijka ustna i saksofon. Co więcej, Sorry Boys zaczerpnęli trochę z orientu i dodali do swojej muzyki dilrubę, która popularna jest w północno- zachodnich Indiach, sitarę persko- indyjskiego pochodzenia, przypominająca skrzyżowanie gitary i mandoliny, oraz tanpurę. Jest to naprawdę nieziemskie połączenie! Kolejna zaleta to głos Izy Komoszyńskiej, przez wielu krytyków i fanów uważanym za jeden z lepszych na polskiej scenie muzycznej. Iza posiada ciepły i charakterystyczny wokal, który jak brzytwa przecina ludzkie ucho i wdrożą się bardzo głęboko. Potrafi być słodki ale też zadziorny i ostry. Zespół wiele dzięki tej Pani zawdzięcza, bo takich talentów jest bardzo mało w Polsce. Proszę mi tu też nie spekulować, że na płycie lepiej to brzmi a na koncertach może lecieć z playbacku. O nie! Gitarzysta zespołu, Tomasz Dąbrowski i Iza, razem zagrali mini koncert w metrze i na stacji metra centrum tzw. Patelni. I co? Rewelacja. Ten głos przeszywa na wskroś i jest czysty jak łza.

Bardzo cieszy mnie to, że są oni coraz bardziej zauważani. Niedawno grali koncert przed Anitą Lipnicką i Moniką Brodką i oczywiście wypadli rewelacyjnie! Debiutancka płyta w salonach empiku sprzedaje się jak świeże bułeczki i nie raz okrzyknięci byli nadzieją polskiej muzyki, a wytwórnia płytowa, z którą współpracują, Mystic Production, jest dumna z tego, że może promować tak świetny zespół. Wytwórnia z reszta jest „stajnia” mega talentów.

Krążek ma jednak wadę, mianowicie 10 utworów. Nie zauważyłam nawet kiedy płyta się skończyła! Tak uprzyjemniała mi czas, że z rozczarowaniem doszłam do wniosku, że już dalej nie posłucham. Z chęcią widziałabym na liście utworów przynajmniej dwa, trzy kawałki więcej. Ci, których moja recenzja przekonała, niech czym prędzej zapoznają się z twórczością Sorry Boys. Ci, którzy nie są do końca zachęceni, niech się nie wahają! Obiecuję, że magia krążka pochłonie Was bezpowrotnie.

Ocena: 9/10

Spis utworów:

1. Hard Working Classes
2. Salty River
3. Cancer Sign Love
4. Chance
5. Trains Go Everywhere
6. I Feel Life
7. Roe Deer At A Rodeo
8. Caesar On Fire
9. Give Me Back My Money
10. No Saviour


Recenzja należy do portalu StacjaKultura.pl

http://stacjakultura.pl/7,38,17232,Sorry_Boys_Hard_Working_Classes_recenzja_plyty,artykul.html


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz